Znaki z Czyśćca

Drukuj
altMuzeum Dusz Czyśćcowych w Rzymie
 
Pielgrzymom nawiedzającym Rzym na ogół nie starcza już czasu, by zajrzeć do niezwykłego i wyjątkowego miejsca, jakim jest niewielkie muzeum poświęcone duszom czyśćcowym (Piccolo Museo del Purgatorio). A znajduje się przecież w centrum Wiecznego Miasta.
Wystarczy minąć Zamek św. Anioła, potem iść paręset metrów brzegiem Tybru, minąć Palazzo di Giustizia i przy Lungotevere Prati 12 odnajdujemy właściwy adres.
Stajemy przed niewielkim neogotyckim kościołem – jedynym takim w Rzymie – na którego frontonie widnieje płaskorzeźba przedstawiająca dusze cierpiące w czyśćcu. Nad nią łaciński tekst. Od góry po lewej:
„Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie”.
A po prawej:
„A światłość wiekuista niechaj im świeci”.
Tekst pod płaskorzeźbą przypomina dedykację świątyni:
„Najświętszemu Sercu Jezusowemu – za dusze, które muszą odpokutować w ogniu czyśćcowym”.
Kościół, który dziś oglądamy, to już druga świątynia wzniesiona na tym miejscu i nosząca ten sam tytuł, co poprzednia: Sacro Cuore del Suffragio – Wstawiennictwu Świętego Serca.
Odbudowywano ją po pożarze w 1897 r. przez prawie 20 lat i na nowo poświęcono w 1917 r. Twórca Pomysłodawcą, założycielem i fundatorem centrum modlitw i ofiar za dusze czyśćcowe był o. Victor Jouët, francuski zakonnik ze Zgromadzenia Misjonarzy Najświętszego Serca Jezusa.
Za zgodą przełożonych przybył do Wiecznego Miasta i w roku 1894 nabył domek na niewielkiej działce przy samym brzegu Tybru.
Dzięki wsparciu bogatych rodziców – kupców z Marsylii – domek przerobił na kaplicę z jasno określonymi zamiarami wybudowania w tej atrakcyjnej, szybko rozwijającej się nowej dzielnicy Prato ośrodka poświęconego Najświętszemu Sercu, gdzie trwałaby wieczna modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące.
Zakochany w gotyku Francuz nie mógł wybudować świątyni w innym niż neogotycki stylu.
Ksiądz Jouët, gorliwy czciciel Najświętszego Serca Pana Jezusa, sam miał także szczególny charyzmat pomagania duszom czyśćcowym.
W trosce o nie założył też zaraz w Rzymie Arcybractwo Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym, skupiające ludzi, którzy modlili się, podejmowali wyrzeczenia i umartwienia w intencji osób, które odeszły z tego świata.
Nabożeństwa za dusze w czyśćcu cierpiące – za sprawą ojca Jouëta – bardzo szybko odnowiły się w Rzymie, który miał ongiś starą tradycję tej modlitwy, o czym świadczy do dziś kilka starodawnych rzymskich obrazów Madonny Wspomożycielki dusz czyśćcowych.
 
Pożar
Podczas jednego z takich nabożeństw ekspiacyjnych, 15 listopada 1897 r., w kościele wybuchł pożar. W ogniu, który trawił kaplicę, o. Victor i ci, którzy ratowali palący się ołtarz, z przerażeniem patrzyli na widoczną dla wszystkich postać człowieka w płomieniach.
Od razu nabrali przekonania, że to jakaś tajemnicza dusza czyśćcowa domaga się w ten sposób modlitwy w swojej intencji.
Zdumiewający jednak był fakt, że po ugaszeniu pożaru w miejscu ukazania się postaci na ścianie powstał smolisty ślad, w którym do dziś dostrzec można wykrzywioną z bólu smutną twarz.
Ściana starego kościoła została zachowana i obecnie jest ukryta za tryptykiem Matki Bożej z aniołami.
Zdarzenie spowodowało ogromny rozgłos i napływ do tego miejsca zarówno rzesz wierzących, jak i ciekawskich.
To było dla o. Victora przekonujące potwierdzenie sensu dzieła, które w tym miejscu rozpoczął, zwłaszcza że znak z czyśćca zrobił wielkie wrażenie na rzymianach, nie wyłączając Papieży: św. Piusa X i Benedykta XV, którzy błogosławili działalność apostolską o. Victora.
Odbudowa i zbieranie świadectw Po nieszczęśliwym pożarze
o. Victor jeździł po całej Europie, kwestując na odbudowę spalonej świątyni. Jednocześnie wpadł na pomysł, by zbierać też po świecie materialne świadectwa dotyczące czyśćca. I tak zgromadził pokaźną kolekcję różnych przedmiotów z niezwykłymi znakami „odwiedzin z czyśćca”. Wiele z nich zostało przezeń skrupulatnie udokumentowanych. Inne czekały na bardziej dokładną inwentaryzację, ale przy pilnowaniu odbudowy kościoła i prowadzeniu ożywionego duszpasterstwa nie starczało o. Victorowi już sił i czasu na dochodzenie szczegółów związanych ze zgromadzonymi eksponatami. Poza tym był to czas zachłystywania się okultyzmem, stąd nie brakło i w samym Kościele podejrzeń, że o. Victor chce być „na fali” i dołączyć – jakbyśmy to dziś powiedzieli – do celebrytów. Wyhamowywano też, dyskretnie, acz skutecznie, dynamicznie rozwijające się wielkie dzieło o. Victora. Na nieszczęście o. Jouët ciężko zachorował i zmarł przedwcześnie w 1912 r.
Jego następcy nie przykładali aż tak wielkiej wagi do zgromadzonych eksponatów i nie wykazali zainteresowania pozyskiwaniem nowych świadectw czy też kompletowaniem i uzupełnianiem dokumentacji. Co więcej, następcy o. Jouëta pochopnie usunęli z bogatego zbioru dużą część eksponatów, których prawdziwość nie wydawała się im pewna. Ocalały tylko eksponaty z metrykami – dokładnie opisane i skatalogowane – i ponad wszelką wątpliwość udowodnione, które dotrwały do dziś. Zgromadzone są obecnie w sali na zapleczu kościoła. A z roku na rok zwiększa się ich liczba. Niestety, nie znalazł się po o. Victorze nikt, kto tak jak on podjąłby tę szlachetną i apostolską pasję poszukiwania podobnych eksponatów. Wiemy przecież, że na przykład na Jasnej Górze też znajduje się korporał, na którym widzimy odciśniętą aż dziewięciokrotnie rękę ojca paulina, bo na tyle warstw była złożona tkanina. Wśród świadectw zgromadzonych w rzymskiej gablocie można zobaczyć głównie odciski palców i dłoni wypalone na książkach, stole i fragmentach tkanin. Przedmioty te zostały sprowadzone przez o. Victora z Niemiec, Belgii, Francji, Austrii i Włoch. Najstarszy z nich pochodzi z 1696 r., zaś najmłodszy z 1919 r. Z każdym z tych przedmiotów wiążą się niezwykłe historie ukazywania się żyjącym dusz w czyśćcu cierpiących.
 
Klasyfikacja eksponatów
Przyjrzyjmy się bliżej zgromadzonym w muzeum dokumentom. W pięciu przypadkach dusze z czyśćca zwracają się do osób żyjących i sobie znanych z prośbą o pomoc w upaleniu czyśćcowym poprzez ofiarę Mszy św. Przy czym dusze proszą zaledwie o jedną Mszę św., zaś kolejna wyraźnie o dwie, i to we wskazanym sanktuarium Matki Bożej z Marientahl w północnej Alzacji.
Z kolei w dwóch przypadkach dusze proszą ogólnie o pomoc i modlitwę. Jedna dusza np. nie przychodzi prosić o nic dla siebie, ale aby przestrzec żyjącego w rozwiązłości syna.
W pięciu przypadkach eksponaty związane są z osobami świeckimi, ale aż w siedmiu z duchownymi.
W czterech przypadkach prośba dusz skierowana jest do bliskich z rodziny, w jednym zaś do przyjaciółki.
Z podziękowaniem za pomoc wracają zaledwie dwie dusze.
 
Prośby dusz o Mszę Świętą
Przyjaciółka prosi o pomoc przyjaciółkę: modlitewnik Na jego kartach widzimy odciski trzech rozżarzonych palców. Ślad na modlitewniku Marii Zaganti pozostawiła jej przyjaciółka przybyła z czyśćca, Palmira Rastelli. Było to w Poggio Berni k. Rimini 5 marca 1871 r. Zmarła otrzymała wielką łaskę, gdyż już po 68 dniach od śmierci opuściła czyściec i przez swoją przyjaciółkę prosiła o Mszę św. Odprawił ją natychmiast brat zmarłej ks. Sante Rastelli.
Żona prosi o pomoc męża i córkę: szlafmyca Ludwika Senechala Na nocnym czepcu męża widzimy wypalone przez jego zmarłą żonę Luizę ślady pięciu palców. Przybyła z czyśćca dwa lata po swojej śmierci, by prosić o Mszę św. Zdarzenie miało miejsce w Ducey (departament Manche, we Francji) w 1875 r.
Zmarła powiedziała mężowi, że znak z czyśćca zostawia dla swej córki, również Luizy, aby przekonać ją, by uwierzyła w cierpienia czyśćcowe matki.
Teściowa błaga o pomoc synową: ślad ręki na książce Widnieje on na egzemplarzu słynnej i bardzo popularnej książki Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”, należącej do Małgorzaty Demmerlé.
Znak czyśćca swej synowej zostawiła teściowa w 1815 r. Przy pierwszym zjawieniu matka męża patrzyła na Małgorzatę smutno, bez słowa, ciężko przy tym wzdychając. Małgorzata zwierzyła się z widzenia swemu spowiednikowi. Ten poradził, że gdy zdarzy się to po raz drugi, ma wyraźnie zapytać duszę, kim jest i po co przychodzi. Przy drugim zjawieniu Małgorzata usłyszała odpowiedź: „Jestem twoją teściową, która trzydzieści lat temu umarła przy porodzie. Udaj się z pielgrzymką do sanktuarium Matki Boskiej w Marienthal i zamów dla mnie dwie Msze św.”. Po powrocie Małgorzaty z pielgrzymki teściowa pojawiła się jeszcze raz, podziękowała i zostawiła wspomniany ślad na książce.
Na marginesie warto dodać, że w Marienthal (Górna Alzacja) jest jedyna na świecie cudowna figura Piety, w której Maryja nie jest boleściwa, ale się uśmiecha. Figura cieszyła się szczególną adoracją naszego króla Stanisława Leszczyńskiego i jego córki Marii, od 1725 r. królowej Francji. Może warto przy okazji polecić to miejsce naszym europarlamentarzystom? Wypalona dłoń na rękawie koszuli
Niektóre dusze czyśćcowe z Miłosierdzia Bożego przychodzą, by błagać o pomoc dla siebie, by czyściec był im skrócony.
Niesamowitym świadectwem jest w muzeum znak, który zostawiła matka, by ratować pogrążonego w złu syna.
Warto przypomnieć, że wielu świętych, np. św. Brygida, mówi o tym, że dusze w czyśćcu cierpiące zatroskane są o los swych bliskich pozostałych na ziemi, modlą się, a nawet – w skrajnych sytuacjach – interweniują w trosce o ich zbawienie.
Wydarzyło się to w Wodecq (prowincja Hainaut, Belgia) 21 czerwca 1789 r. Według zeznań Józefa Leleux, dwadzieścia siedem lat po śmierci przyszła do niego matka, która robiła mu wyrzuty z powodu jego rozwiązłego trybu życia i błagała, by zmienił postępowanie. Przypomniała mu też, że w testamencie ojca był zapis, iż warunkiem korzystania z odziedziczonego majątku jest jego godne i prawe życie oraz wierność Bogu i zasadom postępowania wpojonym przez rodziców. Na znak realności spotkania matka pozostawiła na rękawie nocnej koszuli syna wypalony ślad swojej matczynej dłoni. Po tym wstrząsającym spotkaniu ze zmarłą matką Józef Leleux przeżył głębokie nawrócenie, wrócił do praktyk religijnych, stał się gorliwym apostołem zaangażowanym w misję Kościoła. Zmarł w opinii świętości 19 kwietnia 1825 r.
 
Znaki pozostawione przez osoby duchowne Odcisk dłoni na drzwiach bieliźniarki
Wśród widzialnych znaków z czyśćca wyróżnia się dominująca ich część zostawiona przez osoby duchowne. Mamy więc pozostawiony odcisk dłoni siostry franciszkanki Teresy Małgorzaty Gesta – jak go określono – „lepszy i o wiele wyraźniejszy od odcisku rozżarzonej żelaznej dłoni” (4 listopada 1859 r., klasztor św. Anny w Foligno, Umbria, Włochy). Widnieje on na drzwiach bieliźniarki. Do dziś siostry – gdy nie ma sjesty – chętnie wpuszczają w to miejsce wiernych przybywających z pobożności.
Ślad kciuka na mszale Pozostawił go ksiądz wikary Krzysztof Wallbach (Hall, w Tyrolu, Austria), który po 65 latach przebywania w czyśćcu dostał łaskę proszenia o pomoc. Przyszedł po nią 5 maja 1605 r. Na dowód swojej obecności dotknął kciukiem mszału i przepalił okładkę z drzewa i świńskiej skóry oraz kartki do czterdziestej strony, a na kolejnych, aż do siedemdziesiątej, widać jeszcze ślady. Warto dodać, że miejscowy – sceptycznie patrzący na znak – kowal postanowił udowodnić, że jest to fałszerstwo. Sporządził w tym celu podobnie oprawioną księgę i próbował wycisnąć znak rozpalonym narzędziem, lecz księga w całości spłonęła. Również wśród rzymskich eksponatów aż sześć związanych jest z osobami duchownymi.
Krzyż i dłoń wypalone na blacie biurka Zdarzenie miało miejsce 1 listopada 1731 r. (w Todi, w prowincji Umbria, Włochy). Po pomoc do świątobliwej przeoryszy klarysek Izabeli Fornari przyszedł zmarły opat klasztoru w Mantui don Pazzini. Pozostawił aż pięć znaków swej obecności. Oprócz wspomnianych wyżej na blacie biurka nadto jeszcze ten sam odcisk dłoni został na kartce papieru oraz na rękawie habitu (przepalony) i bluzki (tylko ślad) przeoryszy. Spowiednik matki Izabeli don Isidor Gazalla zaświadczał, że w powszechnej opinii otoczenia była ona uważana za osobę niezwykłą, „świętą już za życia”. Stąd pomoc takiej uduchowionej zakonnicy – możemy przypuszczać – była dla znękanej duszy opata wyjątkowo skuteczna. W różnych miejscach i z różnych czasów znajdujemy wiele innych dowodów odwiedzin dusz czyśćcowych i prośby o pomoc w skróceniu męki.
Na przykład w Bratysławie mamy pięć wypalonych śladów ręki zostawionych przez Johanna Klementza (co stwierdza w protokole miejscowy biskup i 32 świadków). Z kolei w klasztorze augustianów w Euchsmühl (Palatynat, Niemcy) wypalony ślad ręki oglądamy na kawałku płótna.
4 kwietnia 1736 r. teściowa – po 34 latach od śmierci – przyszła prosić synową o Msze św. Ślad pozostawiła w obecności syna i dwóch innych mężczyzn.
Wszystkie owe znaki z czyśćca są wielką łaską Boga. Umacniają bowiem wiarę nas, wierzących, i przynaglają, by spieszyć z pomocą duszom w czyśćcu cierpiącym. Niestety, wielu łatwo udaje się zwieść. Ufają bardziej amuletom albo różnym chiromantom, telewizyjnym wróżom, okultystycznym zatruwaczom ducha czy samozwańczym egzorcystom. Szukają pomocy u różnych manipulatorów psychiką, będących w mocy Złego, a nie u Chrystusa, który sprawia cud do każdej beatyfikacji i kanonizacji, który daje nam znak swojej obecności w hostiach w Sokółce czy Legnicy.
Dotykamy tu jakiejś wielkiej tajemnicy otwarcia bądź zamknięcia serca człowieczego na to, co od Boga i co od Złego. Jest też wielką łaską Bożej Mądrości, że możemy ze skuteczną pomocą do czyśćca podążać, a po śmierci takiej samej doznawać i oczekiwać.
Ofiarujmy ochotnie duszom czyśćcowym Msze św., posty, modlitwy, Różaniec, psalmy, jałmużny, odpusty, umartwienia, powstrzymanie się od zakupu pożądanej rzeczy, ofiarujmy choroby, krzywdy, zniewagi, przykrości na intencję dusz czyśćcowych. I czyńmy to nie tylko w miesiącu pamięci o nich, ale już zawsze, przez całe życie.
Bądźmy gorliwymi wspomożycielami dusz czyśćcowych. A na koniec warto przytoczyć fragment jednego z listów wielkiego misjonarza św. Franciszka Ksawerego (1506-1552): „Pamiętajcie o swoich braciach, którzy cierpią na tamtym świecie. Święty zapał niech was ożywia, ażeby im dopomagać, ale myślcie najpierw o sobie. Zanim pomyśli się o tym, aby ratować dusze z czyśćca, powinno się pamiętać, aby własną duszę od piekła wybawić”.
Ks. Jerzy Banak

Artykuł opublikowany na stronie:

http://www.naszdziennik.pl/mysl/169427,znaki-z-czyscca.html

alt