Chrystus zmartwychwstał ! Prawdziwie zmartwychwstał ! ALLELUJA !

Upadek wielkiej miłości

Miłość Historia naszego małżeństwa była banalna. Wielka miłość, która jest ślepa na wszystko. Nie widzi się wtedy wad swego partnera, a po ślubie przychodzi czas otrzeźwienia i człowiek się załamuje. Piotr był wspaniałym chłopcem, gdy go poznałam. Taki kolorowy ptak, z którym nigdy nie jest nudno. Związaliśmy się na zasadzie przeciwności charakterów. Ja — racjonalna, wyważona, analizująca każde swoje działanie, on — wieczny Piotruś Pan, który swoje winy zacierał w przeprosinach, czułościach.

Wszystko układało się pozornie dobrze, do chwili przyjścia na świat Klary. Piotr nie potrafił się odnaleźć w roli ojca. Znikał z domu. Myślałam, że się zmieni, w miarę upływu czasu zwiąże się emocjonalnie z dzieckiem. Ale później było coraz gorzej. Mój mąż był bardzo zdolnym architektem. Miał wszelkie dane, aby wybić się w swoim zawodzie, wziąć na siebie utrzymanie rodziny. Ja skończyłam studia chemiczne i zostałam na uczelni. Chciałam pracować naukowo, to była moja pasja.

Ale sprawy potoczyły się inaczej. Piotr związał się z podejrzanymi osobnikami, zaczął robić z nimi ciemne interesy, zaniedbywać swoją pracę. W końcu stracił etat w dobrze prosperującej pracowni architektonicznej.

Potem było już tylko gorzej. Alkohol i hazard. Początkowo wyglądało to niewinnie. Wyskoki alkoholowe tłumaczył interesami, przepraszał, przynosił kwiaty, prezenty. Klarę zasypywał zabawkami. Myślał, że swoją nieobecność w domu zrekompensuje podarunkami.

Wkrótce doszły do mnie wieści o zdradach Piotra. I znowu ten sam scenariusz: zaprzeczał, kajał się. Aż do czasu spotkania kobiety, z którą się na pewien czas związał. Wyprowadził się z domu. Wpadał jedynie po to, aby odwiedzić Klarę. Najboleśniejsze było to, że ja go nadal kochałam i gotowa byłam wybaczyć mu wszystko. On dobrze o tym wiedział i wykorzystywał to.

Po roku nieudanego romansu wrócił do nas. Postawiłam pewne warunki — szukanie stałej pracy, leczenie się z alkoholizmu. Zgodził się na wszystko. Razem z nim chodziłam na terapię antyalkoholową, wynajdowałam mu oferty pracy. Myślałam, że idzie ku dobremu, ale niepokoiły mnie tajemnicze telefony, po których zawsze gdzieś wychodził. Tłumaczył, że musi z czegoś żyć. Zaproponowałam, aby korzystał z moich zarobków, dopóki nie znajdzie pracy. Nie chciał o tym słyszeć. Wszystkie proponowane oferty pracy uwłaczały jego możliwościom. Po pewnym czasie przerwał terapię, twierdząc, że już jest wyleczony. Nie trzeba było długo czekać, aby zaczął znowu pić. I tak niepostrzeżenie wszystko wróciło do punktu wyjścia.

Od pewnego czasu zauważyłam, że z domu znikają cenne rzeczy. Twierdził, że nie ma z tym nic wspólnego. Zaczęłam go śledzić. Okazało się, że traci pieniądze w kasynie. Jakieś typy spod ciemnej gwiazdy zaczęły nachodzić nasz dom, żądając oddania długów. Piotr zmienił się, ale na gorsze. Był wobec mnie agresywny i wulgarny. Nie mogłam sobie z tym wszystkim poradzić. Wpadłam w depresję. Zaczęłam zaniedbywać pracę, dziecko. W końcu zwolnili mnie z pracy dydaktycznej na uczelni. Znalazłam jakiś mało płatny etat, ale z trudem mogłam podołać obowiązkom.

Punkt kulminacyjny nastąpił podczas I Komunii św. Klary. Chciałam, aby było uroczyście. Już w kościele zaczęły się stresy. Piotr przyszedł na Mszę św. podpity. Starałam się to ukryć. Prosiłam, aby wyszedł z kościoła. Poszedł i gdzieś przepadł. Dla rodziny zrobiłam uroczysty obiad. Oni, znając moje trudności, obdarowali Klarę pieniędzmi i złotem w monetach. Cieszyłam się, że dziecko będzie zabezpieczone. Ukryłam nasz skarb. Gdy po kilku dniach chciałam go ulokować w banku, okazało się, że wszystko zniknęło. — Edycie jeszcze dzisiaj na wspomnienie tej chwili zmienia się twarz, załamuje głos, nie może ukryć łez. — Widzi pani — podejmuje po chwili — te emocje jeszcze po tylu latach we mnie nie wygasły. Pomyślałam wówczas, jak podłym trzeba być człowiekiem, aby zrobić coś takiego własnemu dziecku. Zrozumiałam, że to koniec. Muszę z nim zerwać jakiekolwiek kontakty, bo inaczej on nas zniszczy. Po wielkiej awanturze wyrzuciłam go z domu. Chciałam zatrzeć po nim wszelki ślad. I udało się. Piotr jeszcze kilka razy dzwonił, starając się nawiązać kontakt z Klarą, ale wkrótce słuch po nim zaginął.

Ucieczka w bezdomnośćBezdomny

— Dalej to już moja historia, którą najlepiej sama opowiem — do rozmowy włącza się Klara. Mówi cichym, spokojnym głosem, pozbawionym emocji. — Początkowo, gdy ojciec odszedł, poczułam ulgę. Zapanował spokój. Po kilku latach zaczęłam odczuwać jego brak i straszny żal, że nie byłam dla niego ważna, że nigdy nie zatęsknił za mną. Z czasem jego twarz zacierała mi się w pamięci. Aż do chwili wycieczki klasowej. Wyjeżdżaliśmy w góry i na peronie dworca zobaczyłam koczującego na ławce mężczyznę. Był brudny, w wymiętym ubraniu, przy nim stały wypchane, poszarpane reklamówki. Twarz miał starą, zniszczoną. Spojrzeliśmy na siebie... i poznałam go. To był mój ojciec. Przestraszyłam się i wmieszałam w grupę koleżanek. Przez całą wycieczkę nie mogłam zapomnieć tego spotkania. Wstydziłam się, że mam ojca lumpa. A może to nie on — myślałam. Postanowiłam, że muszę to sprawdzić. Poszłam na dworzec. On tam był. Spał na ławce. Kilka razy podchodziłam do niego i się cofałam. Uciekłam. Chciałam go wymazać z pamięci. Nie potrzebował cię — uspokajałam siebie — wybrał takie życie, to ma karę — myślałam mściwie. Ale jakiś głos do mnie mówił: Przecież to twój ojciec i potrzebuje pomocy. Mamy nie chciałam w to mieszać, bałam się, że znów popadnie w depresję. Jeszcze kilka razy kręciłam się w pobliżu dworca, aż w końcu postanowiłam: Muszę się dowiedzieć prawdy o jego sytuacji.

Spotkałam go w poczekalni. Kręcił się przy barze. Podeszłam do niego. Był zaskoczony i zawstydzony. Przekonywał mnie, że to tymczasowy stan, że jest na jak najlepszej drodze do zmiany swego życia. W końcu się załamał i przyznał do swojej bezdomności. Kilka razy odwiedzałam go na dworcu. Przynosiłam mu jedzenie, dawałam jakieś drobne sumy pieniędzy. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Wiedziałam, że ojciec się zmienił. Jego uwagi były mądre. Czuł się winny i nie miał nadziei na odkupienie swoich win.

Wieczór wigilijny

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Nie wyobrażałam sobie, abym mogła siedzieć w ciepłym domu, jeść potrawy wigilijne, a na dworcowej ławce siedzi mój ojciec. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam o wszystkim mamie. Była wstrząśnięta i nie chciała o tym ze mną rozmawiać. Na drugi dzień sama podjęła rozmowę. Przekonywała, że załatwi tacie ośrodek opieki, ale ona nie chce mieć z nim nic wspólnego. Tłumaczyłam jej, że ojciec jest już innym człowiekiem, że powinna mu wybaczyć. — Jak ty możesz się modlić — w końcu wybuchnęłam — przecież odmawiając „Ojcze nasz”, mówisz: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeżeli nie potrafisz przebaczyć, to nie masz prawa przystępować do Komunii św. A ja i tak pójdę na Wigilię na dworzec do ojca — zakończyłam.

 

— W tej chwili moja córka mnie zawstydziła i dała dobrą lekcję — wtrąca Edyta. — Przemogłam się i sama odszukałam Piotra. To była bardzo trudna rozmowa. Zaprosiłam go do nas na święta. Był wzruszony i poruszony. W wieczór wigilijny przyszedł schludnie ubrany, z kwiatkami. Nigdy nie zapomnę szczęśliwych oczu Klary, wzruszenia mojego i Piotra. To był niezapomniany wieczór, który pozwolił nam rozpocząć nowe życie.

 

Dziś mija rok od tamtych chwil. Jesteśmy razem. Próbujemy odbudować nasze małżeństwo. Piotr rzeczywiście jest innym człowiekiem. Chodzimy razem na terapię do klubu AA. Mąż nie pije, pomaga mi w firmie. Nie jest ze wszystkim tak różowo, jak się wydaje. Mieliśmy i nadal przechodzimy bardzo trudne chwile, ale gdy się ma dobrą wolę i uczucie scalające nas, wszystko można pokonać. I gdy się ma tak mądrą i dojrzałą córkę jak Klara — śmieje się, obejmując dziewczynę.


 

Artykuł pochodzi z biblioteki opoki.

Autor Iwona Galinska

Słowo na dziś

29 kwiecień 2026

EWANGELIA NA CO DZIEŃ
  • Środa, 29 Kwietnia : Pierwszy list św. Jana 1,5-10.2,1-2.
    Najmilsi: Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu. Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika u Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata.

Rozważania

29 kwiecień 2026

Bezpłatna elektroniczna prenumerata Czytań dostępna jest pod adresem: https://mateusz.pl/czytania/prenumerata/
  • Czytania na środę, 29 kwietnia 2026

    Święto św. Katarzyny ze Sieny, dziewicy i doktora Kościoła, patronki Europy

    (1 J 1, 5-2, 2)

    Najmilsi: Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bógjest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nimwspółuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie zprawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedymamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas zwszelkiego grzechu. Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy inie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwyodpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że niezgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. Dzieci moje, piszę wamto dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznikawobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną zanasze grzechy i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.

    (Ps 103, 1-2. 3-4. 8-9. 13-14. 17-18)

    REFREN: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana

    Błogosław, duszo moja, Pana,
    i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
    Błogosław, duszo moja, Pana,
    i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.

    On odpuszcza wszystkie twoje winy
    i leczy wszystkie choroby,
    On twoje życie ratuje od zguby,
    obdarza cię łaską i zmiłowaniem.

    Miłosierny jest Pan i łaskawy,
    nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
    Nie zapamiętuje się w sporze,
    nie płonie gniewem na wieki.

    Jak ojciec lituje się nad dziećmi,
    tak Pan się lituje nad tymi, którzy się Go boją.
    Wie On, z czegośmy powstali,
    pamięta, że jesteśmy prochem.

    Łaska zaś Boga jest wieczna dla Jego wyznawców,
    a Jego sprawiedliwość nad ich potomstwem,
    nad wszystkimi, którzy strzegą Jego przymierza
    i pamiętają, by spełniać Jego przykazania.

    Aklamacja (Mt 11, 25)

    Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom

    (Mt 11, 25-30)

    W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba iziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś jeprostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał MiOjciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, iten, komu Syn zechce objawić.Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja waspokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy ipokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jestsłodkie, a moje brzemię lekkie".

Refleksje

Źródła nie znaleziono

Radio VIA - Posłuchaj

Radio VIA Posłuchaj klikając w symbol Play
Lub kliknij logo radia (nowe okienko)
 radio icon100

Szukaj na stronie

Losowe zdjęcie

Brak grafik